|
|
|
Siwmir w Tunezji
Wróciłam z Tunezji opalona, zadowolona i szczęśliwa. Nic nie było mi w stanie zepsuć humoru. Chociaż, oczywiście, jakby człowiek zdjął różowe, zachwycone fantastycznym klimatem, okulary, to pewnie co nieco znalazłoby się do opisania:
1. Rozplotkowanie w takim małym grajdole, jakim jest hotel, przypomina to, co się dzieje na wsi i w małych miastach; Nie masz barwnego życiorysu? Nie szkodzi, dopiszemy! 2. Głośne narzekanie na obsługę, jedzenie, warunki, odległość do plaży etc. W pierwszym hotelu, gdzie nas zakwaterowano, napisano nawet skargę do biura podróży. Z tym, że głównym zarzutem było to, iż większość osób zapłaciła za ten hotel ponad 3 tys. złotych, a tu zjawiło się kilka osób z oferty „Traf” i, o zgrozo, dostali za połowę ceny, takie same przywileje (all inclusive, duże pokoje, standard czterogwiazdkowy). Czy muszę dodawać, że w hotelu mieszkali sami Polacy? 3. Przenosiny z hotelu do hotelu zajęły nam cały dzień. Jakoś byśmy to przeboleli, ale było nam przykro, bo nikt się nami nie zajął. Wszystko odbyło się na zasadzie „jedna pani drugiej pani powiedziała że...” Podjechał autobus, a my nie wiedzieliśmy, przy którym hotelu wysiąść, bo rzecz jasna rezydentka miała ważniejsze sprawy niż dopilnowanie przenosin. 4. Płynne ceny na wycieczki, w każdym hotelu inne, pomimo tego, iż ta sama rezydentka, to samo biuro podróży. W dodatku nie zgadzały się z tymi, które wydrukowano w katalogu. Czyli normalka. 5. W krajach arabskich turystki traktowane są bez szacunku. Owszem, adorowane, ale w obrzydliwy, nachalny sposób, jak towar. A nie daj Boże odtrącić takie zaloty! Wtedy „mężczyźni” traktują taką kobietę jak śmieć. I to nie tylko ci odtrąceni, ale solidarnie wszyscy ich znajomi. 6. Regułą jest, że obsługa hotelowa chełpi się „zaliczeniem” wszystkich będących w hotelu turystek z rezydentką na czele. Aż mi żal było tych chłopaczków o wyjątkowo problematycznej urodzie, którzy najwyraźniej leczyli w ten sposób swoje kompleksy. Weźmy takiego masażystę w hotelu, do którego nas przeniesiono. Jakież historie on opowiadał! A to jakaś para do niego przyszła na masaż i jak tylko dziewczyna wysłała swojego chłopaka po coś do pokoju, od razu się na niego rzuciła i chciała, żeby ją całował. Kiedy pojechał do Rosji, do swojej (już ex) narzeczonej, to dziewczyny w klubie się o niego pobiły. Musiał zerwać z dziewczyną, ponieważ nie mógł się uczyć, bo nie chciała go z łóżka wypuścić. A on, chociaż tyle harissy zjada i przez to jest niemożebnie sprawny seksualnie, to jednak chce studiować... Dostałam od niego kupon na darmowy masaż, ale nie miałam ochoty sprawdzać na własnym ciele jak działa harissa, więc próbowałam go komuś ofiarować. Nikt nie chciał, hehe.
Z innych ciekawostek, muszę wspomnieć o meldowaniu się w każdym hotelu. Trzeba wypełnić formularz, gdzie w jednej z rubryk wymagają serii i numeru paszportu. Na jednej z dwudniowych wycieczek pilotka powiedziała wprost: „wpisujcie co chcecie, byle były dwie litery na początku i 7 cyfr. Nikt tego nie sprawdzi!” Faktycznie, nikt się nie czepiał naszej radosnej twórczości.
Do Tunezji warto pojechać, żeby kupić wyroby ze skóry. Przywiozłam kilka torebek, buty, portfele, za śmiesznie niskie ceny. A kogo rajcują podróby, może się zaopatrzyć w co tylko zechce :-) Od okularów Dolce&Gabbana po kuferki Louis Vuitton.
Poruszać się można po całej Tunezji samotnie, nawet jeśli jest się kobietą. Należy po prostu ignorować zaczepki, no i nie robić tego w czasie Ramadanu, bo wtedy niestety mężczyźni głupieją. A właśnie, co do zaczepek. Pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby ktoś za mną krzyczał „Shakira” (zaznaczam, że nie mam długich, kręconych blond włosów). Kiedy opowiedziałam o tym po przyjściu do hotelu, Andy stwierdził z dość pocieszną miną, żebym się nie dziwiła, bo za nim też tak krzyczą. Hm...
Na zakończenie opowiem o zabawnej sytuacji w aptece. Poprosiłam o olejek z drzewa herbacianego, czyli po angielsku tea tree oil (ja ni w ząb francuskiego, oni ni w ząb angielskiego). Po kilku minutach zrozumieli, że chcę 3 prezerwatywy o herbacianym zapachu, dobrze nawilżone. Olejku nie kupiłam :(
Tuż po przyjeździe do "Hammamet Resort".
Jaśmin dostałam od dorożkarza w oazie. Zatknęłam za dekolt zamiast perfum. Pachniał nieziemsko.
Miałyśmy najwolniejsze wielbłądy na całej Saharze. Chyba jechały z zaciągniętym ręcznym hamulcem
Mój wielbłąd był podobny do dinozaura i tak długi, że nie mieścił się w kadrze. W dodatku był krzywy i spadałam na lewą stronę.
Ospały drań nawet się nie chciał uśmiechnąć do zdjęcia.
W wiosce berberyjskiej największą atrakcją były śpiące koty.
Wszyscy podejrzewaliśmy, że te rzeczy stoją tylko, żeby turyści mieli co oglądać. A jak tylko wyjeżdżaliśmy, pstrykali pilotem i pojawiał się podziemny basen, land rovery, plazma...
Nie chciało mi się już włazić po tych schodach do nieba.
Taka sama zielona zmora pokłuła mnie gdy chciałam zjeść jej owoce. Wobec czego do domu przywiozłam bezpieczny, zapuszkowany dżem z opuncji. Bardzo dobry zresztą.
W oazie. Na parę chwil przed przytopieniem.
Na jednej z makiet zbudowanych do "Gwiezdnych Wojen".
Amfiteatr w El Jem. Podobno trzeci co do wielkości na świecie.
Z tego miejsca, dzierżąc pożyczony aparat fotograficzny w ręku, reżyserowałam walki lwów i gladiatorów.
Cudne były te kwiaty.
Zapłaciłyśmy z Anią tylko pół dinara (po ciężkich targach), ale co to była za frajda karmić tę bestię! Obciągał butelkę w takim tempie, że zdążyłyśmy zrobić sobie tylko po dwa zdjęcia.
Poszłyśmy na zakupy. Zupełnie nie wiem czemu tubylcy wołali za mną "Maryja"?
Dwa razy musiałam wchodzić do tej fontanny, bo Andy nie zdążył zrobić mi zdjęcia!
Impreza przy żubrówce z sokiem jabłkowym. Zapisywałam co ciekawsze zwroty, żeby wykorzystać je potem w książce. A tego arbuza, w którego jestem tak czule wpatrzona, niosłam na głowie przez pół miasta.
Za wszystkie zdjęcia bardzo serdecznie dziękuję Ani, Ewie, Andrzejowi, Przemkowi i całej rodzinie Lesińskich!!!!!!!!!
POZOSTAŁE GALERIE ZDJĘĆ Z TUNEZJI - Sahara
O PORWANIU SIWMIRA PRZEZ ARABÓW MOŻESZ PRZECZYTAĆ NA BLOGU POD DATĄ 24.08.2009, A O UTOPIENIU APARATU POD DATĄ 11.09.2009
|