|
Targi Książki Katowice 2011
Zaczęło się od tego, że uparłem się wejść na dach katowickiego Spodka. Z pół godziny molestowałem ochronę budynku, ale byli nieugięci. Ni prośbą ni groźbą. Nie mniej jednak skutek jakiś był, gdyż udało mi się wyżebrać, krakowskim targiem, wejście od wewnątrz aż pod sam sufit. Inni reporterzy i fotoreporterzy mogli tylko o tym pomarzyć. Pomyślałem sobie „będzie dobrze”. I było. Pierwsze Targi Książki zorganizowane w Katowicach, w wyjściowym obiekcie, który właśnie niedawno przeszedł face - lifting okazały się całkiem udane. Sporo wydawców, dużo ludzi, mnóstwo spotkań z autorami, wydarzenia okołotargowe, jak chociażby warsztaty edukacyjne art – papier. Niektórzy wprawdzie marudzili, że zabrakło większego nagłośnienia i termin (tuż przed targami w Krakowie) niezbyt szczęśliwie wybrany, ale to przecież pierwsze koty za płoty. Był oddech i dla wydawców i dla zwiedzających. Nie to co w Warszawie, gdzie przelewający się tłum nie pozwala ani na dotarcie do wybranego stoiska, ani na zatrzymanie się na dłużej przy wybranym autorze. Inna sprawa, że Warszawiacy jakby bardziej odważnie poczynają sobie w stosunkach z autorami. Mieszkańcy Katowic podchodzą „z pewną taką nieśmiałością” i nie raz było widać jak rejterują spłoszeni, napotykając pytający wzrok autora czy wystawcy. Mimo to udało się przełamać dystans i nadmierny szacunek jakim obdarowali nas czytelnicy. W dużej mierze była to zasługa Wortalu Granice.pl, zarówno bowiem pracownicy Granic jak i zaproszeni przez nich autorzy (w tym i ja, hurraaaa!!!) zachęcali, wdawali się w rozmowy, wysłuchiwali cierpliwie opowiadanych przez ludzi historii. Bo kiedy już ludzie zaczęli się otwierać, to opowieści płynęły jak rzeka. Strzygłem uszami niczym nie przymierzając nietoperz, usiłując w domu zapisywać co ciekawsze fragmenty. W końcu czym różni się pisarz od kanibala? Niczym, obaj żywią się innymi ludźmi. Obok mnie dwoili się i troili „hajer” czyli górnik Mieczysław Bieniek oraz Agnieszka i Grzegorz Prucia, podpisujący swoje podróżnicze książki. Była Agnieszka Krawczyk, Joanna M. Chmielewska i Danuta Noszczyńska. Ku uciesze czytelników zajrzeli także Marek Krajewski i Kazimierz Kutz. Nikt nie był w stanie odmówić pięknym zaproszeniom na stoisko Granic. Jak zobaczyłem Andrzeja Ziemiańskiego, zmiękły mi nogi. Współautor jednego z najlepszych opowiadań fantastycznych pt. „Ghost” miał kilka spotkań z czytelnikami i na żadnym nie zabrakło fanów. W ogóle miłośnicy fantastyki dopisali jak żadni inni. Piotr Pochuro nie czekał aż ludzie go znajdą, zabrał ulotki i podchodził z nimi do każdego, kto nawinął się pod rękę wciągając w rozmowy. To pokazało, że autorzy nie gryzą, nie rozszarpują, kontakt z nimi nie grozi bólem zębów ani pieczeniem uszu. Dużo zdziałały konkursy organizowane przez Granice.pl. Brała w nich udział głównie młodzież i jest to moim zdaniem cenna wiadomość. Wszyscy boją się, że czytelnictwo zamiera a tu proszę, najbardziej otwartą grupą, najbardziej przedsiębiorczą były nastolatki. Sam zostałem mile połaskotany zainteresowaniem gimnazjalistek, które nie dość, że zachwyciły się tomikiem wierszy, to jeszcze poprosiły o kilka słów do specjalnie na targi przygotowanego zeszytu, gdzie każdy z pisarzy miał swoje oznaczone numerem miejsce. Rośnie młody narybek, rośnie! Z Martą Magaczewską i Marcinem Pilisem nie udało mi się spotkać, ale Katarzyna Enerlich, Marian Nocoń i prof. Zbigniew Białas podpisywali książki w tym samym czasie co ja. Potem dołączył także poeta z Gniezna Ryszard Grajek. Dostałem od niego świeczkę z kolekcji poetyckiej, taki specyficzny kaganek oświaty, choć trafniej byłoby powiedzieć kaganek literacki. Agnieszce Prucia z przejęcia dygotały ręce. „To moje pierwsze targi, nic nie da się z takim przeżyciem porównać” – szeptała poruszona. Żona Mieczysława Bieńka hamowała jego temperament i poskramiała żywiołowość, obawiając się, że lada moment słuchacze wyruszą wraz z nim na kolejną wyprawę, i to bez ekwipunku i zapasów żywności. Piotr Pochuro, jak to policjant, węszył w poszukiwaniu anegdotek, ja próbowałem zorientować się jak targi wyglądają od strony organizatorów. I miałem satysfakcję udzielając wywiadu Jerzemu Granowskiemu. Jako jeden z nielicznych, bo zaszczytu tego dostąpili tylko Sławomir Krempa, gównodowodzący na stoisku Granice.pl i Piotr Pochuro. Promowałem na targach dwie swoje książki. Jedną, pt. „Żabeł trojański”, w formie e-booka, drugą wydaną na papierze. „Pytania na źle zadane odpowiedzi” obłożone były między innymi patronatem medialnym Krytyki Literackiej, z czego jestem szczególnie dumny, bo jest to pierwszy patronat tego pisma. Dotychczas wszystkim odmawiało. Wszystkim patronom bardzo dziękuję i mam nadzieję na dalszą współpracę! Co jeszcze mógłbym powiedzieć o specyfice tych targów? Po raz pierwszy spotkałem się z tak ogromnym zainteresowaniem swoją „małą ojczyzną”. Często pojawiały się pytania „A czy jest tu coś o naszym regionie?” Rozchwytywani byli śląscy twórcy, opowiadający o historiach związanych z górnictwem czy legendami o utopcach. Oblegane były stoiska bibliotek, regionalnych wydawnictw, muzeów. Piękna cecha lokalnego patriotyzmu. Organizatorom targów życzę powodzenia w następnym roku, Granicom.pl jeszcze większego zainteresowania, wszystkim autorom połamania pióra, a czytelnikom, bo ja wiem, chyba „połamania autorów”. I ciut więcej poczucia humoru, był to bowiem towar deficytowy w Katowicach. Cóż, wielkie sławy, wielkie nazwiska oszałamiają. Zupełnie niesłusznie. Mnie na przykład można spokojnie poklepać po plecach, rękę odgryzę zaledwie do połowy. Prawda, że oswojony? Do zobaczenia zatem za rok. Będę cierpliwie czekał na wszystkich odważnych.
Więcej na stronie Piotra Pochuro
(w przypadku wystąpienia problemów z odtwarzaniem wywiadów, należy zezwolić/udostępnić możliwość odtwarzania mp3 w danej przeglądarce)
|