01.01.2010
Trzy pustorożce, lucyferowaty jednorożec, rasowa diablica i spanikowany
futrzak przywitali Nowy Rok winem, śpiewem i pszczółkami. Te ostatnie, to
takie bzyczące paskudztwa, co lecą w górę świecąc i wydalając spod siebie
kupę iskier. Nie, żebym miała coś grubszego przeciwko fajerwerkom, ale
muszę stanowczo podkreślić, że nie był to mój pomysł. W czasie huków i
grzmotów rozlegających się z podwórka, musiałam się schować razem z psem
pod stołem i jakoś wspólnie przetrwaliśmy. Jakoś, powiadam, co nie znaczy,
że bez uszczerbku na zdrowiu. Gospodarzami imprezy byli Ania i Jurek.
Ania z muchą.
Jurek ze sterczami.
Iwona z klaunorogami.
Diabelskie nasienie.
O jeden róg za daleko.
"Nawet ciekawe mają te przebrania."
Harce zapoczątkował Lucyferzasty
Jednorożec.
Wspólne próby.
Brak synchronizacji spowodował
interwencję futrzastej części gospodarzy.
Nie, to nie!
Próba sił.
Najwyraźniej brak wprawy w operowaniu
gumką.
Początek negocjacji w sprawie
menadżerowania.
Jeszcze przed dwunastą.
W menu znalazły się nawet małże,
ostrygi i hot-dog (pod stołem).
Podobno sproszkowany róg jelenia dobrze
wpływa na potencję.
Karaoke rozgrzało wszystkich do
białości.
Ale nie każdą piosenkę daliśmy radę
zaśpiewać.
Pod koniec starego roku, jak zwykle,
przychlastali mi rogi.
Około dwunastej bardziej się
integrowaliśmy, niż śpiewaliśmy.
Na dokładkę zachciało nam się
podkreślać dźwięk ruchem.
Czary też odchodziły.
Próby przekrzyczenia podwórkowych
rozgrzmimurów.
Gang Tupiących Niedźwiedzi.
Powiało od Wschodu?
Jurek ze straszakiem w ręku.
Niech Nowy Rok będzie zdrowy i obfity w
szczęście!