<< powrót

 

 

26.11.2011

Kulisy powstawania poetycko-fotograficznej wystawy „Ukojenie” (ploteczki, ploteczki)

 

 

- Tiii, dlaczego te wiersze się nie rymują? ;P Takie to każdy może napisać :PP

- Bo to jest wiersz biały, trzeba go oglądać na czarnym tle ;P Rozumiem, że na następną wystawę Ty przygotowujesz wiersze a ja foty?

 

***

 

- Zabiję! Prędzej czy później :P Musiałeś zmienić akurat to, co do druku poszło?? Cholery można dostać...

- To po co się tak spieszysz? :) Głupoty były, trzeba było poprawić ;PP

 

 

 Tego typu dialogi, wskazujące na pełne dogadanie, współpracę i daleko idące zrozumienie idei przewodniej wystawy były na porządku dziennym :D

 

 Pierwsze fotografie, które dostałam różniły się od tych, które zostały w ostatecznym rezultacie wywołane, stąd też niektóre wiersze pozostały bez zakotwiczenia w pokazanym obrazie. Zabrakło np. mew do wiersza „ptakom podobni”. W ostatniej chwili Rafał wycofał także taką piękną skałę, siedzącą jakby w kucki i wypadający spod niej kamień...To były chwile, kiedy miałam ochotę go zadusić! Ale zemsta była sroga! Dzień przed wystawą machnęłam jeszcze wiersz „Informatyk i poeta”, licząc na to, że Rafał i tak nie przeczyta, a ludzie będą mieli ubaw :D

 

 

 Nie obyło się rzecz jasna bez wpadek typu: nagle przy wkładaniu zdjęć w antyramy okazuje się, że nie ma wieszaka, a już tylko godziny dzielą od rozpoczęcia wystawy. Gorące telefony, desperackie pociągnięcia, jest, hura, załatwiona wymiana antyramy. Podczas wieszania brakuje linek i są nie trzy ściany do dyspozycji ale dwie. Sztalugi też są tylko jedne, zatem dla ostatniego zdjęcia nie znalazło się już miejsca. Zmiana koncepcji...

Ostatnie wiersze były wieszane dosłownie na 30 sekund przed wystąpieniem na scenie. Żabeł mocował się z zaczepami w karkołomnych pozycjach, trzymając w pyszczorze końcówki linek. Wyglądał przy tym jak żywy element instalacji happeningowej. W tzw. międzyczasie następowało gorączkowe rozpakowywanie kieliszków, wyjmowanie potrzebnych akcesoriów, poszukiwanie kubeczków. Ciasta już nie zdążyliśmy pokroić, bo jadąc do kina musieliśmy stać w korku spowodowanym przez wypadek, czerwona fala świateł, nerwy jak postronki... maskra.

 

-         - Boję się, pociesz mnie!

-         - Będzie najgorzej jak tylko może być, ludzie pomidorami nas obrzucą!

-         - To ja uciekam, buuuuuu....

 

Tymczasem okazało się, że nasze 20 minut występu dla niektórych było sporym niedosytem, nastawili się na przynajmniej godzinny program z atrakcjami, a tu...

-         - Ale za krótko mnie pytałaś! Dopiero zacząłem się rozkręcać!! I w ogóle to nie tak miało być, po dwa pytania łączyłaś, a ja się wykułem na pamięć :P O mało co się nie pomyliłem... I o minimalizmie chciałem powiedzieć...Ja wiedziałem, że tak będzie :PP

 

 

 No, trochę spanikowałam, tylu ludzi nas odwiedziło, ja nigdy tylu na raz  nie widziałam... przyznaję, waląc się w chuderlawą pierś, że skróciłam wywiad :(

 

 Po występie dostałam jeszcze kolejny pater noster, ponieważ w czasie, gdy Rafał zaczął poprawiać o milimetr opuszczoną fotografię, dostało mu się od perfekcjonistów, na co napadł na mnie:

-         - Tak, jak oceniasz na galerze foty innych, to zawsze ci coś w prawo albo lewo leci, a jak moje, to już może być jakkolwiek, co? :P

 

Osioł ze Shreka mało marudny był, jak Boga kocham ;PP

 

 Żałuję, że nie poznaliśmy Szymka i Moniki, żony Rafała, ale za to przyjechał Rafała ojciec. Przemiły pan z olbrzymim poczuciem humoru! Kiedy Rafał zaczął opowiadać o zamalowaniu małego fragmentu zdjęcia pędzelkiem, jego ojciec wtrącił: „No, to nie można było wszystkiego w tym programie pędzlem namalować? Po co za grube pieniądze do Portugalii jechać?” Słuszna racja :D

 Tak przy okazji, Rafał się z rodziny matematyków wybitnie wyrodził, na zasadzie „wszyscy w domu normalni, jeden artysta” :DDD

 Ale uczciwie trzeba przyznać, że ani pisnął, kiedy zatytułowałam pytania i odpowiedzi „Wywiad z wampirem”. Z tym, że jeśli chodzi o odpowiedzi, to ja więcej wody z kamieni przedstawianych na zdjęciach Rafała  wycisnęłam niż dało się z samego autora wydusić... I trzeba było po jednym w mailu pytać, bo się zawieszał jak windowsy...

Nie wspomnę już, że jak wyjeżdżali z kina po połowicznym wieszaniu fotek, Rafał za innym samochodem pojechał, zamiast za Żabłową Yariską...

 No dobrze, skarżę się i skarżę, a Żabeł mi sójkę w bok zapodaje i mówi: już nie bądź taka wiedźma, o pozytywach opowiedz. Co prawda, to prawda. Piękne zaproszenia są autorstwa Rafała, muzykę nagrał, niektóre zdjęcia do reportażu pomógł obrobić, pilnował, żeby wywiad miał ręce nogi i ogon, zdjęcie nam na koniec rybą cyknął, i fajnie wyszło, chociaż rybę ponoć po raz pierwszy obsługiwał, gości zabawiał...

 

Ale ja lubię być wiedźmą :D

 

 

 

Oficjalny reportaż można znaleźć tutaj:

 

http://www.jansiwmir.com/aktualia/2011/ak_2011_11_26_Praha_ukojenie_wernisaz.htm

 



 

 

 

 

 

 

<< powrót