Byłem niedawno na imprezie. Nie
jakiś zwykły ochlaj czy orgia seksualna. Nazywało się toto „Noc Poetów”,
chociaż niestety ani z jednym ani z drugim nie miało nic wspólnego.
Zaczęło się wieczorem, skończyło ok.
23:00. Co to za noc? Pamiętam jak grałem w brydża
w akademiku na warszawskich Jelonkach.
Zaczynaliśmy o 21:00, a kończyło się o 4 nad ranem, i to tylko w dniu
powszednim, bo trzeba było iść na wykłady, a wcześniej coś zjeść
i wytrzeźwieć.
Co do poetów zaś. Hmmm...
Właściwie to ja jestem w miarę tolerancyjny i niewiele rzeczy (z tych co
nie ingerują w życie bliźniego) wytrąca mnie z równowagi ale... No
właśnie. Wybieram się na, sądząc z nazwy, wydarzenie kulturalne, z
zamiarem odchamienia się
i (przepraszam za biblijny język)
obcowania ze sztuką, tymczasem jedyną sztuka jaką tam można było zobaczyć
i usłyszeć była sztuka rzucania mięsem na długie i krótkie dystanse,
bogato inkrustowana łaciną na każdej długości. Trudno było zauważyć, żeby
doceniane było słowo, albo sens kilku słów wypowiedzianych jednym ciągiem.
Taki ciąg normalnie nazywa się zdaniem i zazwyczaj coś oznacza. Okazuje
się jednak, że na tego typu wydarzeniach „literackich” zapis kilkunastu
słów spokojnie można podciągnąć pod nazwę „bełkot na haju”, promowane zaś
są nie słowa główne, które dany osobnik wypowiada przy mikrofonie, ale te
przecinkoprzerywniki na „k” i „ch”, oraz wszystko to co pozwala odwrócić
uwagę od monologu (poniekąd słusznie): padanie na kolana, niedwuznaczne
propozycje pod adresem jury, wściekły wrzask, obsceniczne ruchy,
krzykomuzyka etc.
Ma to jak sądzę na celu podreperowanie
kulawych i garbatych tekstów o niczym. Swoisty festiwal protez.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli.
Jestem skłonny przyznać, że ten kto pierwszy wejdzie nago do kościoła i
nasra na ołtarz z pewnością wywoła skandal i może stać się to przyczynkiem
do szeroko zakrojonej dyskusji na temat wartości, miejsca kościoła i
miejsca sztuki w życiu człowieka (z pożytkiem dla rodzaju homo sapiens).
Jednakże jeśli kolejnych kilkadziesiąt osób powieli takie zachowanie to
staje się to nudne i irytujące jak czekanie o 5 nad ranem na odlewającego
się w krzakach psa. A kiedy setny nagus w tłumie innych papugonagusów
szturmuje nawę wybijając przy okazji witraże, staje się to upierdliwe
i nieznośne bowiem nie można w tej
sytuacji skorzystać z kościoła zgodnie z jego funkcją.
Tak na marginesie - w związku z
powyższym pojawia się też drugi problem, który ostro przenika środowisko i
wpływa także na ogólnopolskie konkursy. Coraz więcej osób nabiera
przekonania, że kościół służy do tego do czego dawniej służyło porcelanowe
naczynie wkładane pod łóżko. Nie jest to nawet wina tych co piszą.
Wiadomo, żeby zarobić parę groszy wiele osób da się zeszmacić, a umówmy
się, napisanie czegoś w stylu „sperma, burdel, rzygowiny” nie tylko jest
łatwe, ale wydaje się małym grzechem w porównaniu
z kradzieżami, zabójstwami czy
pedofilią, o terroryzmie nie wspominając. Dlatego moje pretensje kieruję
nie do twórców, ale do tych co ich oceniają (mieniąc się górnolotnie
„jury”) i przyznają nagrody. Możliwe, że chcą oni podlizać się jakiejś
grupie małolatów, gdyż wtedy sami czują się młodsi, możliwe też, że w
poszukiwaniu oryginalności zawędrowali, sami o tym nie wiedząc, w dzikie ostępy,
gdzie co i rusz wpada się w napaskudzone przez mysikróliki i robactwo
gówno. Nie wiem, ale nawołuję, mocno grzmiąc pięścią w stół: zabierzcie z
tych ostępów to co się w miarę nadaje do czegokolwiek i czmychajcie
z powrotem, bo cały kraj zarazicie
martwotą pustyni, a smród po tych klimatach
nie wywietrzeje przez najbliższe
stulecia. Koniec dygresji, wracam do tematu.
Nie żebym miał coś przeciwko budowaniu
specjalnych kościołów przez grupy ekstremistów, tylko i wyłącznie w celu
ich późniejszego profanowania. A proszę bardzo. „Róbta co chceta” – jak
mawia Owsiak. Uprzejmie jednak proszę o
po pierwsze - nie stawianie za
przykład wielkiej poezji czegoś co nawet z daleka wygląda jak kawałek
pospolitego betonu czy tandetnego lastriko z plamami po urynie.
po drugie – o precyzyjną informację dla
gości, których się zaprasza na jakąkolwiek imprezę. Przecież zamiast
wypisywania na plakatach „Noc Poetów” można skrobnąć „Wieczór
niepełnosprawnego słowa”, albo „Corega tabs poezji”. Nie będzie to
pretendować do miana głównego nurtu w literaturze, prawda będzie
zachowana, a i członkowie takiej sekty nie będą się czuć niewyraźnie przy
prezentowaniu czegoś co jest napisane z sensem i ma pointę. Korzyści
obopólne. Prawdaż?