<< leć do Publicystyki

 

Scena Literacka Show

(Ilustrowana systematyka poezji współczesnej w/g Siwmira)

 

 

  Na scenie literackiej poniewieram się dopiero od roku i z racji krótkiego stażu podobno nie mam prawa wypowiadać się na temat tego, co na niej widzę. Większość „przyjaciół” wmawia mi co chwila, że za jakiś czas dostrzegę w obecnie uprawianej przez setki poetów liryce znamiona geniuszu i może w końcu zacznę pisać w sposób obowiązujący, zgodny z najnowszymi trendami.

  Przerażony, że tak się może rzeczywiście stać, na wszelki wypadek przysiadłem i już teraz zaczynam opisywać w jaki sposób odbieram to, co produkują inni.

Otóż, moim zdaniem, we współczesnej poezji istnieje kilka silnie lansowanych nurtów:

 

1)    1. Poezja infradźwięków – czytam te wiersze, rozumiejąc poszczególne słowa, ba, nawet całe zdania, mam przed oczami jakieś wytworzone przez opis obrazy tylko... sens tych słów ukryty jest przed czytelnikami na poziomie nieodbieralności. Zupełnie jak infradźwięki przed ludzkim uchem. Co gorsza, zagadnięty autor też nie bardzo wie o co mu w chwili pisania chodziło. Przykład:

 

trzy słońca

 

w morzu kukurydzy

stałam na kamieniu

wyglądałam ptaków

z cienia wyszły trzy słońca

znakami spalonymi pokłoniły się

dzień i noc zaplotły warkocze

na lokach z kukurydzianymi włosami

uciekaj stateczku

uciekaj

 

2)     2. Swobodny strumień nieświadomości – kiedyś jak ktoś ględził bez ładu i składu uważany był za wsiowego głupka i z lekka, co tu dużo mówić, lekceważony. Dziś znalazły sobie takie osoby niszę w dziedzinie poezji i hulaj dusza. Potem kłaniają się na scenie, a podobni im, uzdolnieni w alternatywny sposób krytycy, usiłują nam wmówić jakie to głębokie tudzież interesujące. Ze słowami jest przecież tak jak z wymiarami. Jeśli zmierzymy jeden bok paczki od zapałek i zwielokrotnimy go odpowiednią ilość razy, to otrzymamy odległość od punktu w Psiej Wólce, gdzie mieszka dany krytyk do, dajmy na to, Oriona. Alleluja!  Przykład:

 

rozszycie pragnień

 

odłamek szkła królewno bez złamanego paznokcia

kropla krwi ucieka przez przestrzał rowerzystom na przekór

badaniem więzi w niewolę nostalgicznych pożegnań moje dwa skrzydlate niedociągnięcia z pękniętym gardłem odpycham

przez słodkowodnych palców okruszki

umiem choć trzeba na to garściami kordonu od trzewi Chaosu i Wniebokupienia rozszyte przęsła umysłu odchodzą nitką splataną Tezeusza pragnień

chmury zerwanie nad kością mizerii

 

3)    3.  Kroniki księżnej Nudolencji – najczęściej spotykany i, niestety, silnie promowany nurt. Przykład:

 

gołąb

 

jechałam pociągiem

brudne ściany

ktoś poczęstował mnie kanapką

za szybą stał chłopak

patrzyliśmy na siebie

bałam się że nie podejdzie

nie podszedł

w domu za oknem zobaczyłam gołębia

miał oczy jak tamten chłopak

przypominał skórkę pomarańczy

łzy mi kapały do zupy

pomidorowej z ryżem

 

  Rany Boga, czy trzeba to komentować? Sto pięćdziesiąta osoba, która spowiada się z tego co dziś jadła, gdzie była i że ma cellulit od płaczu. Niektóre blogi są ciekawsze. Podobno telenowele też.

 

  4. Sperma, burdel, rzygowiny – no, zebrało się paru odstających talentem w dół, wypili trochę gorzałki, zarajali i wykombinowali, że jeszcze nikt wcześniej nie próbował jeść gówna w miśnieńskiej porcelanie. Parę innych miernot zachwyciło się „kreatywnością” tego pomysłu, bo sami jakoś nie wpadli wcześniej na tak ekstraordynaryjny sposób posilania się przy stole. Cóż, smacznego!

 

obecne wiatry

 

wieje

a ja chciałem

zstąpić do nieba po worek kartofli

położyć się na krzyżu

i prosić o śmierć męczeńską

a już na pewno o nieśmiertelność

 

ale wieje

zaschło mi w gardle

wypijam jeszcze jedno piwo

uderzyłem w twarz dziewczynę kolegi

zarzygałem czyjeś dobrze wypastowane buty

no i chuj

 

wieje

no to co ja mogę

nażreć się tylko i napić

może przestanie wiać

może umilkną wrzaski za ścianą

to napiszę coś porządnego

 

ale wieje

no trudno

 

 

5)     5. Kompilacja powyższych. Przykład:

 

w pociągu

 

omiatałem ulice za szybą kukurydzianym

bezzębnym i trawą porosłym

cmentarzem słońca gołąb powrócił

jak kurwa pod latarnię

a na kanapce z łez

chuj z mizerią pogrywali w trik – traka

śmierdziało

wiatr wykoleił pociąg

pożegnałem swój złamany paznokieć zostawiony

na brudnej ścianie

i wyrzygałem pomidorową z ryżem

 

 

  Żadnego z opisanych nurtów zwykły czytelnik nie tknie nawet długim drągiem. Ale jeśli natrafi na wiersz, który jest napisany językiem sztucznie wyolbrzymionych obscenicznych obrazów, gdzie żadne zdanie nie kończy się, a całość sprawia wrażenie porwanej sieci rybackiej, mocno cuchnącej od zgniłych rybnych słów, to szlag go trafia poczwórny. Choćby czytać takie wypociny od tyłu, od lewej, od prawej, z góry, z dołu i na skos, i tak nie mają one sensu, a przy tym nudne są jak malowanie zielonym sprejem trawy na boisku. Trzeba mieć cierpliwość i wytrzymałość muła, żeby temu podołać. Ale czy muł sięga po wiersze? Pewnie sięga. Stosując politykę wymiany. Ty mnie dasz tomik, ja tobie.

 

-         c.d. nastąpi jak skończę kolejną rundkę po slamach i konkursach.

-------------------------------

Wszystkie wyżej wymienione wiersze spłodzone zostały bez najmniejszego wysiłku przez Jana Siwmira. Podczas pisania takich śmieci talent można spokojnie odłożyć na półkę – nie jest potrzebny.

         

<< leć do Publicystyki