Jeśli topory nie działają skorzystaj z Mapy strony


<< leć do twórczości

 

PROZA

Chcecie wiedzieć, jakim językiem piszemy?
Poniżej znajdziecie początek "Żabła trojańskiego":

Spokojnie można założyć, że cała historia zaczęła się jakieś dziesięć lat temu. Żabeł i Beatka awanturowali się przez długi czas w budynku policji, usiłując tak przedstawić swoją sprawę, aby ktokolwiek z użytkowników tego gmachu zainteresował się nią z urzędu, przedstawiciele prawa zaś usilnie wmawiali małżonkom, że mogą co najwyżej wystąpić z roszczeniem cywilnym. W międzyczasie oboje dowiedzieli się od dyżurnego policjanta, jakimi są kretynami, a ponadto skoro fachowcom (tak zwanym fachowcom, bo z fachowością, to oni mieli tyle wspólnego, co Beatka z podwójnym chromosomem Y) urządzającym im mieszkanie dali zaliczkę, to sami sobie są winni. I tyle. Przecież ulatnianie się z pieniędzmi jest praktyką nagminną, normalną i ze wszech miar naturalną. Swoją drogą już sam zwrot „urządzanie mieszkania” brzmi dwuznacznie, co w dziwnym świetle stawia jedną z reklamujących się firm remontowych. Otóż ich reklamy witają klienta słodkim „My cię urządzimy”. Może dla nich brzmi to jednoznacznie i są po prostu uczciwi? W zapewnieniu klienta, że go urządzą. Na perłowo.

Tak czy owak, nie tym oba Żabły były w tym momencie zaabsorbowane. Beatka patrzyła na człowieka w mundurze i zastanawiała się, jaki rodzaj śmierci mu wybrać. Była właśnie przy wciskaniu do ust policjanta jego własnego... przyrodzenia, z niesmakiem otrząsając ręce z lepkiej posoki, gdy z tyłu odezwał się niewyraźny od żucia gumy głos.

- Jeśli ci fachowcy mają rzeczywiście taki modus operandi[1] jak państwo opisują, to trzeba zgłosić nie tutaj tylko w prokuraturze. To podpada pod wyłudzenie.

Żabeł i Beatka odwrócili się i zastygli. Przed nimi stało niezgrabne dziwadło rytmicznie poruszające szczękami i próbujące coś zrobić z długimi kończynami plączącymi się wokół tułowia. Upierzenie miało zielone, nos sperforowany dokumentnie i zainfekowany różnych rozmiarów kolczykami, na uszach widniały czerwone słuchawki walkmana, a krok od spodni zbierał śmieci z podłogi. Kolorystycznie przypominał nieco wczesne prace malarskie Beatki. Bardzo wczesne, z przełomu trzeciego i czwartego roku życia. Dziewczyna rozejrzała się dookoła, wydawało jej się bowiem, iż nie jest możliwe, by takie indywiduum wydaliło z siebie konkretną i sensowną informację.

- Poważnie mówię - kontynuowała barwna postać, a Beatka skupiła swój wzrok na ustach mówiącego nastolatka, chcąc się upewnić, że to na sto procent on wymawia te słowa - jeśli gnojki umawiają się w wielu miejscach, biorą zaliczki, a później odmawiają wykonania usługi, to można ich ścigać z urzędu. Jak się nazywa szef tej ekipy?

- Stanisław Ambrozjak. Mieszka na Lencewicza - pierwszy oprzytomniał Żabeł.- A co?

- Powiem ojcu. Jest prokuratorem - lakonicznie stwierdził chłopak. - Dacie swoje namiary?


 


[1] No, więc tak. Jak mi ręka drgnęła i pojawił się w tekście jakiś wyraz obcy, to jeśli go nie znacie możecie zignorować. W książce nie wszystko trzeba rozumieć, aby zrozumieć wszystko. Natomiast dialogi, których część po prostu musiała być prowadzona w języku angielskim, od razu dla wygody przetłumaczyłem. Ale żeby je wyróżnić, są pisane tłustym drukiem. Tłustym, bo się spasły na bezpłciowym i bezsmacznym angielskim jedzeniu.

 

 

------------------------------------------

"Śmiertelna dawka poezji" - opowiadanie, które mogłoby być wstępem do "Żabła trojańskiego"

Krótkie opowiadania można znaleźć tutaj:

http://www.portalkryminalny.pl/content/view/131/52/   rzeka

http://www.portalkryminalny.pl/content/view/132/52/   dom

http://www.portalkryminalny.pl/content/view/133/52/   ziele

http://www.portalkryminalny.pl/content/view/175/52/   mgła

http://www.portalkryminalny.pl/content/view/176/52/   ptak

http://www.portalkryminalny.pl/content/view/177/52/   wiatr

http://www.portalkryminalny.pl/content/view/471/52/   forum

 

Zdjęcie diabła pochodzi z fotolia.com

 

Wszystkie teksty i zdjęcia prezentowane na stronie jansiwmir.com są mojego autorstwa

 i moją własnością. Jeśli autor tekstu jest inny - zaznaczam i wskazuję nazwisko autora (ewentualnie źródło cytatu).
Wszelkie prawa do publikowania moich tekstów i zdjęć są zastrzeżone.

Gdyby ktoś z Państwa chciał opublikować mój tekst lub zdjęcie na innych stronach internetowych,

w mediach prasowych bądź publikacjach książkowych, proszę o kontakt mailowy.

Bardzo dziękuję.

Jan Siwmir