<< leć do Publicystyki

 

24 grudnia

 

 

To dzień specyficzny. Niby święto, ale niezupełnie. Dzień przed hipotetycznym narodzeniem Jezusa Chrystusa. Kończy okres adwentu, a więc w jakiś sposób jest ważny, nareszcie bowiem można najeść się do syta. Do mnie, jako miłośnika dobrego jedzenia, takie uzasadnienie szczególnie trafia. Jednak czy ten dzień zasługuje na większe wyróżnienie niż następujące po nim Święta? Powoli tak się staje, nie jestem przekonany czy słusznie.

Korzystając z okazji przypatrzmy się, co działo się w Wigilię na przestrzeni dziejów, nie tylko w Polsce.

 

640 rok. Jan IV zostaje papieżem. Jeżeli są dla kogoś interesujące rozważania na temat monoteletyzmu, może się bliżej zainteresować jego postacią, ja uważam, że nie zapisał się zbytnio w annałach historii. Ufundował kaplicę, przeniósł do niej niektóre szczątki świętych, nieśmiało krytykował pelagianizm. Biorąc pod uwagę patynę czasu, jaką porasta każde wydarzenie, są to drobiazgi, takie na przykład jak nasze potyczki pomiędzy liberałami a konserwatystami i kontrowersje wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim

 

1223 rok. Ooo, to data znacznie ciekawsza z naszego punktu widzenia. Święty Franciszek z Asyżu, kojarzony przede wszystkim z trzema cnotami: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości, organizuje w kościele pierwszą na świecie szopkę bożonarodzeniową w Greccio. Jak nie lubię Franciszka, tak tu muszę mu oddać sprawiedliwość: szopka jest jednym z najładniejszych i najbardziej przyciągających do Kościoła elementów. W Polsce od długiego czasu organizuje się konkursy na najciekawszą szopkę, dlatego są coraz ładniejsze, coraz bardziej pomysłowe i budowane z wielkim rozmachem. Sama przyjemność oglądania. A przy tym jest okazja do odświeżenia sobie informacji, „co to za święto, to całe Boże Narodzenie”, jak zapytała mnie jedna z sześcioletnich dziewczynek w przedszkolu.

 

1287 rok. W Niderlandach zmagają się ze skutkami wielkiej powodzi, która przerwała tamy, tymczasem nasze wioski po raz kolejny łupią Mongołowie, zabijając, gwałcąc, biorąc w jasyr i siejąc zniszczenie, gdzie tylko się da. Ogień, krzyk i wołanie zmiłowania przeszywa całą ziemię sandomierską i idzie jak pożar w kierunku Mazowsza. Najeźdźcy, częściowo w odwecie, częściowo z wyrachowania, nie zostawiają śladu życia na podbitym obszarze. Na terenach wiejskich udaje się to im bez problemu, jednak miasta bronią się dzielnie, pokazując, że mieszczuch nie jest znowu taki ciamajdowaty jakby się wydawało. 24 grudnia wojska mongolskie podeszły pod Kraków. Jeśli komuś źle i smutno w wigilię Bożego Narodzenia, niech sobie pomyśli co czuli jego przodkowie w oblężonym Krakowie. Zamiast śpiewać kolędy, przygotowywali się na najgorsze, deliberując jak tu cwaniackim sposobem rozluźnić szeregi najeźdźcy, tak by książę krakowski, Leszek Czarny, mógł wymknąć się po pomoc do króla Węgier. Polak, Węgier dwa bratanki, zatem wspólnymi siłami przegoniono Mongołów... do czasu.

 

1529 rok. Po latach rozbicia dzielnicowego Mazowsze wróciło do Polski. Dokładnie w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia sejm walny w Piotrkowie ogłosił inkorporację Mazowsza do Królestwa Polskiego. Odzyskaliśmy zatem (choć lepiej byłoby powiedzieć: scaliliśmy z powrotem) ziemię rawską, płocką i warszawsko - czerską. Dla mnie, pochodzącego z Kutna Warszawiaka, fakt ten przedstawia kolosalne znaczenie. Żeby nie te zabiegi, byłbym może mieszkał w innym kraju. A tak, przepadło.

 

1777 rok. James Cook odkrywa wyspę Bożego Narodzenia, jedną z 33 wysp na Pacyfiku, będącą atolem – wyspą koralową. Nazwana tak, jak sądzę, od daty zawitania do niej przez tego wybitnego angielskiego żeglarza, jest miejscem, o którym każdy przypomina sobie w okolicach Sylwestra. Nie żeby organizowano tam najlepsze bale noworoczne czy karnawałowe, po prostu tuż obok przebiega linia zmiany daty. Co oznacza, że jeśli chcemy pierwsi przywitać Nowy Rok, musimy się wybrać na Kiritimati, czyli Wyspę Bożego Narodzenia. Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, żeby się tam wybrać na stałe. Może i trochę szybciej bym się zestarzał (parę godzin, bo parę godzin, ale zawsze), lecz klimat, plenery fotograficzne i obfitość nieznanego u nas ptactwa czy innych zwierząt na pewno zrekompensowałyby poczucie straty. I co najważniejsze, nic mi nie wiadomo, by istniały tam takie instytucje jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych czy Urząd Skarbowy.

 

1799 rok. Adam Mickiewicz zdmuchiwał jedną świeczkę z urodzinowego tortu, a mój ulubieniec, Napoleon Bonaparte, po dokonanym zamachu wojskowym, został Pierwszym Konsulem. I zaczął reformować. Po raz pierwszy na świecie pojawił się obowiązek nieodpłatnej nauki w szkołach publicznych dla ludzi obu płci i wszystkich stanów. Konkordat unormował sprawy państwa i Kościoła, zreformowana została administracja państwowa, że nie wspomnę o Kodeksie Cywilnym Napoleona, który na trwałe zapisał się w historii, i to dobrze zapisał. Ale przede wszystkim Napoleon wypowiedział wojnę wszelkiej maści rozbójnikom, zarówno tym, którzy napadali w ciemnych zaułkach, jak i tym, którzy uprawiali swój proceder za urzędniczymi biurkami. Nie dziwcie się więc, że tęsknię do podobnego władcy. Mieszkając w takim kraju jak Polska, brakuje mi poczucia bezpieczeństwa, rozpaczliwie brakuje.

 

1851 rok. Spłonęła część zbiorów największej w Stanach Zjednoczonych Biblioteki Kongresu (obecnie 3 budynki na 29 hektarach!). Jakbym mieszkał w Stanach musiałbym właśnie tutaj oddawać jeden obowiązkowy egzemplarz swoich książek. W końcu jakoś trzeba odbudowywać jej zasoby po kolejnym pożarze.

 

1865 rok. Dokładnie 100 lat przed rokiem moich narodzin, w miejscowości Pulaski w Stanach Zjednoczonych,  powstała niechlubna organizacja Ku - Klux – Klan. Już nie mieli się kiedy zebrać, tylko w Wigilię, dzień pojednania, wybaczenia i łamania opłatkiem. A podobno uważali się za organizację chrześcijańską! Pewnie spotkało się paru kumpli od kieliszka, mocno zdenerwowanych, że im konkurencja, zdrowsza i niekiedy inteligentniejsza, pod bokiem wyrasta i... tak to poszło. No dobrze, może jestem niesprawiedliwy, przecież na początku ci ludzie mieli inne cele niż gnębienie afroamerykanów, katolików czy Żydów. Nieśli pomoc wdowom  i sierotom po zabitych żołnierzach Konfederacji. Co zatem przekształciło ich w organizację rasistowską? Bóg jeden wie.

 

1906 rok. Reginald Aubrey Fessenden nadał pierwszą audycję radiową. Jak to zmieniło świat, nie muszę chyba mówić. Dla mnie, humanisty, do tej pory przesyłanie dźwięków i obrazów za pomocą fal radiowych jest zjawiskiem z kategorii cudów. I może niech tak zostanie.

 

1966 rok. Miałem wtedy jakiś roczek, stawiałem dopiero pierwsze kroki, usiłując się dostać do smakowitej kutii zostawionej przez babcię w sieni, a na powierzchni Księżyca lądowała właśnie Łuna 13, druga rosyjska sonda kosmiczna, która miała za zadanie sfotografować powierzchnię Księżyca. Udało się uzyskać kilka, podobno całkiem niezłych, zdjęć. Ludzie zaangażowani w ten projekt mieli osobliwe Święta, i doniosłe, i smutne, bo bez rodziny u boku. Jak mówią: ktoś nie śpi, by spać mógł ktoś.

 

 

2009 rok. Podczas pasterki, w Rzymie, psychicznie chora kobieta rzuciła się na obecnie panującego papieża Benedykta XVI, czyli Josepha Ratzingera. Niby nic, niby fakt bez znaczenia, nikomu się przecież nie stała krzywda, ale czytając to uświadomiłem sobie, że wybierając daty i fakty, co chwila natykałem się (starając się pomijać te najbardziej drastyczne) na katastrofy, awarie skutkujące olbrzymią śmiertelnością, rzezie, egzekucje, zbrodnie i tym podobne. Wigilia, powtarzam, ma być dniem miłości, mimo to nie ma gwarancji, że w tym dniu nic tragicznego czy tylko przykrego się nie wydarzy. Nawet w rzymskiej bazylice, nawet najbardziej świętemu ze świętych, czyli papieżowi. Nie dokładajmy zatem z premedytacją swojej cegiełki do ciemnej strony księżyca, chociaż tego jednego, jedynego dnia.

 

2010 rok. Planowany jest koncert Vitasa w St. Petersburgu. Piosenkarz dysponujący 5 oktawowym kontrtenorem podbija serca słuchaczy na całym świecie. Ma dopiero 31 lat i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jest utalentowany ponad miarę. Może czas przerzucić się w badaniu historii na wydarzenia wyłącznie kulturalne i takie z gatunku optymistycznych?

 

 

<< leć do Publicystyki