<< Recenzje>>

 

Horyzonty Wyobraźni 2010

Antologia fantastyczno - kryminalna QFANTU

 

 

 

 Nie potrzebuję dopalaczy. Uzależniłem się od czytania. Kryminał, fantastyka, sensacja. Szczególnie przy jedzeniu. Bez sporej porcji czarnych znaczków rozpląsanych przed oczami, najlepsze frykasy smakują mdło. Zaczęło się, kiedy jako czterolatek, nie mogąc doprosić się kolejnej pozycji z serii „Poczytaj mi mamo”, sięgnąłem sam po ulubioną książeczkę. I zorientowałem się, że sam mogę czytać.

  Pierwsze spotkanie z fantastyką – nie, nie Verne. Rodzice otrzymali mieszkanie służbowe w pomieszczeniach, w których wcześniej była biblioteka. „Podróże Guliwera” wciśnięte między ścianę, a wiszącą półkę w kuchni pełniły rolę stabilizatora. Miałem dopiero sześć lat i nie poruszał mnie opis przemarszu wojsk Liliputu pod stojącym w rozkroku Guliwerem. Zafascynowany, z pasją zgłębiałem opis sposobu poruszania się latającej wyspy Laputy.  Dopiero potem odkryłem Verne'a, Lema, Tolkiena, Żelaznego, Norton. Czekałem też z niecierpliwością na nowe czasopisma: „Przegląd Techniczny i „Młodego Technika”. Na  opowiadania nieznanych, młodych autorów. Zaskakujące pomysły. Niesamowite zwroty akcji. Do tej pory klnę na przeprowadzkę, nie wiem już którą z kolei, ale pamiętną z tego powodu, że zaginął mi numer „Młodego Technika” z opowiadaniem Andrzeja Ziemiańskiego i Andrzeja Drzewieckiego „Ghost”. Tyle poczucia humoru i pysznej groteski nie zakosztowałem do tej pory.

  Lata dziewięćdziesiąte i zmiana profilu Nowej Fantastyki sprawiły, że na dłuższy czas wziąłem rozwód z niegdyś ulubionym gatunkiem i zwróciłem w stronę kryminału. Fantazy nie bardzo do mnie przemawia, zaś pozostałe próby powędrowały w kierunku totalnego chaosu. Nieudolni naśladowcy Żwikiewicza najwyraźniej nie potrafili, jak on, z feerii scen, opisów sytuacji, skojarzeń, zbudować spójnego obrazu. Niestety, gdy ta sztuka się nie udaje i nie ma w dodatku pointy, utwór staje się bezładnym zlepkiem oderwanych scen; to nie opowiadanie, lecz bełkot. Dobrze przynajmniej, że przy załamaniu się rynku czasopism, debiutanci z lat osiemdziesiątych zdążyli okrzepnąć i pojawiły się doskonałe powieści, a nawet cykle, jak „Wiedźmin”, czy „Achaja”.

  Od połowy lat dziewięćdziesiątych zaglądałem do księgarń, kartkowałem jedno, drugie czy trzecie pismo z gatunku SF i... odkładałem na półkę. Dopiero niedawno znów poczułem powiew świeżości. Moja ulubiona forma – opowiadanie, wraca w antologii „Horyzonty Wyobraźni”. Pozycja jest podzielona na dwie części. W pierwszej znajduje się sześć opowiadań debiutantów – laureatów konkursu zorganizowanego przez kwartalnik „QFANT”. W drugiej swoją wizję SF przedstawiają już uznani autorzy.

  Otwiera Marcin Rusnak, zdobywca Grand Prix, opowiadaniem „Kołysanki dla umarłych”. Akcja rozgrywa się w scenerii Mad Maxa,  po ogólnoświatowej katastrofie, jednak klimat jest bardziej swojski. Zaskoczona faktem, że jednak nie jest ostatnią osobą, która przeżyła kataklizm, bohaterka opowiadania przemierza drogę z nieokreślonego miejsca w górach do Wrocławia. Tam właśnie znajduje się rozgłośnia, z której nieznany radiowiec nadaje  audycję, czyli właśnie tytułowe „Kołysanki dla umarłych”. Wbrew przekonaniu autora przekaz nie trafia jednak w próżnię...

  Klimat zbliżony do wspomnianego „Mad Maksa” przenika również ostatnie z wyróżnionych opowiadań. Autor „Sprzedawcy marzeń” Maciej Musialik świadomie odwołuje się do głośnego filmu. To jedna z pozycji, którą Kiniarz, tytułowy „sprzedawca marzeń” oferuje mieszkańcom zamkniętych osad – enklaw. Objazdowe kino przebija się przez odludzia, gdzie grasują motocyklowe gangi. Dochodzi do konfrontacji. Okazuje się jednak, że wśród szpul z filmami ukryta jest... tajna broń. Maciej Musialik jest również autorem opowiadania „Książka w pustym mieszkaniu”, które zajęło trzecie miejsce. Złodziej otrzymuje zlecenie. Ma ukraść książkę, niby prosta sprawa, ale... zleceniodawca zastrzega „Nie czytaj księgi”. Cóż, ludzka przekora, ech...

   „Do ostatniego słowa” napisał Szymon Maksymow. Desperacka walka ludzkości o przetrwanie. Przeciwnik jak u H.G. Wells'a nie do pokonania. W akcji komandosi, wyposażeni w jedyną skuteczną wobec wroga broń, odkrytą przypadkowo i w najmniej spodziewanym momencie. Tak, należy poznać moc słowa...

   Świat się kończy, ale cóż z tego, jeśli zaawansowanie technologiczne pozwala na stworzenie nowego. Główny konstruktor napotyka niespodziewane przeszkody: władca wkracza w najbardziej bliskie i intymne sfery specjalisty. Notoryczny błąd zadufanych w sobie imperatorów. Razem z konstruktorem Kornel Mikołajczyk postanawia „Zbudować świat”, ale już pozbawiony tyranii.

  Muszę przyznać, że jurorzy konkursu mieli rzeczywiście duży problem. Wszystkie wyróżnione opowiadania są ciekawe i dobrze skonstruowane, a co najważniejsze, zawierają świeże pomysły, niejednokrotnie zaskakując nagłym zwrotem akcji, czy kończąc się w niespodziewany sposób. Mnie osobiście najwięcej frajdy sprawił Michał Stonawski, autor opowiadania „Wyrok” i zdobywca drugiego miejsca. Jego główny bohater zostaje skazany na zesłanie w czasie w odległe średniowiecze. Spodziewałem się, że podobnie jak kolejni kierownicy i dyrektorzy uczestniczący w optymalizacji historii świata i zsyłani przez nadzorującego projekt Ijona Tichego, niezapomnianej postaci z „Dzienników gwiazdowych” St. Lema, oskarżony Adam Podolski będzie co najmniej jednym ze słynnych rycerzy z bitwy pod Grunwaldem, a tu... Ląduje w prehistorii, a wnet zaczyna się galimatias, w dodatku z odniesieniami biblijnymi!  Gratuluję poczucia humoru.

  Tegoż samego nigdy nie brakowało w utworach Jacka Skowrońskiego. Właśnie dlatego pozwolę sobie rozpocząć omawianie drugiej części antologii od jego opowiadania „Eksperyment XXI”. Tak, kolejne siedem opowiadań napisali autorzy znani już z publikacji w „QFANT” i nie tyko. Jacek Skowroński eksperymentuje, jego bohater podróżuje przez Galaktykę. Może nie autostopem, lecz służbowym kosmolotem z drugiej ręki. Tym razem macierzysta planeta nie wylatuje w powietrze na samym początku, za to autor kryminału „Był sobie złodziej” zmusza do gimnastyki nasze szare komórki, byśmy zastanowili się, dlaczego Ziemia, kolebka galaktycznej cywilizacji, za każdym razem ulega samodestrukcji? „Eksperyment XXI” trwa, a autor nie szczędząc groteski, skojarzeń i historycznych odniesień rozlicza się z przeszłością i teraźniejszością gatunku  homo (czyżby?) sapiens.

   Za chwile dreszcz przenika. Młody dziennikarz rutynowo „odbębnia” swoją audycję. Tym razem program jest poświęcony depresji. „To choroba” - do tego stwierdzenia ogranicza się cała wiedza prowadzącego program, lecz znajomość dziennikarskiego fachu sprawia, że jak zwykle telefony do studia się urywają. Nagle kolejna rozmówczyni... popełnia samobójstwo. Dziennikarz ma okazje boleśnie odczuć, czym naprawdę jest depresja. Prócz tego Stefan Darda, autor znanych horrorów, nie omieszka w opowiadaniu „Ostatni telefon” postraszyć nas tym, co znajduje się poza poznaniem.

Zuzanna Lenska, Piotr Michalik, Anna Porębska i Krzysztof Bugajski stworzyli światy, które na pewno znajdą swoich amatorów chociażby ze względu na niezwykle wyraziste pointy.

  Tom kończy opowiadanie Tomka Orlicza „Dotknij mnie”. „Animator boskości” - to urządzenie, którego lepiej byłoby nie dotykać. Przynajmniej moim zdaniem. Warto więc sprawdzić, jak wykorzystał „szczęśliwy” posiadacz wszechmocne urządzenie w opowiadaniu Tomka. Mogę tylko stwierdzić, że wypadki potoczyły się zupełnie inaczej, niż  w opowiadaniu Marka Oramusa z roku 1984 „Tlatocetl”, które to jest jednym z moich ulubionych.

  Podsumowując, antologia „Horyzonty Wyobraźni” to nareszcie zbiór opowiadań świeżych, pomysłowych i wciągających. Mam nadzieję, że po pierwszej edycji nastąpią kolejne, równie dobre, czego redakcji QFANT i autorom szczerze życzę. Może znów będziemy mieli szansę na cykl co najmniej równy „Spotkaniom w przestworzach”.

 

Horyzonty Wyobraźni 2010 – antologia fantastyczno – kryminalna QFANTU; wyd.  RADWAN, Tolmicko 2010

 

 

 

 

 

 

 

 

<< Recenzje>>