Siwmir –
Widziałeś obrazy Caravaggia?
Jan Siwmir –
Widziałem. Nie jestem malarzem
ani krytykiem sztuki, ale do mnie te obrazy przemawiają. Gracja i wdzięk
postaci, perfekcyjny realizm, uczucia malujące się na twarzach, pasja i
namiętność, które przekazuje cała sylwetka. Cóż, dziś trudno znaleźć
takich gigantów pędzla.
Siwmir –
Nie zapomnij o grze światła.
Wielu pisarzy nawiązuje do tych obrazów właśnie ze względu na barwy i
takie operowanie cieniem, które sprawia wrażenie trójwymiarowości postaci
i przestrzeni. Weźmy chociażby najnowszy tomik Jana Zumisa zatytułowany
„Światłocienie”. Na okładce fragment obrazu, w środku wiersz poświęcony
temu genialnemu malarzowi...
Jan Siwmir - A
tak. Jest tam i Caravaggio i
Bocelli, Herbert, Kawafis, Platon, Arystoteles, Eros i Atlas. Oraz mnóstwo
łaciny. Wydawałoby się, że wiersze będą ponadczasowe, czyste w formie,
niebanalne w porównaniach, nawiązujące do antycznych korzeni.
Siwmir -
Tymczsem, jak widzę, nie
jesteś zachwycony.
Jan Siwmir
– Nie tylko nie jestem zachwycony, ale wręcz wściekły. Co krok napotykam
bowiem na osoby piszące od kilkunastu lub kilkudziesięciu lat, które przez
taki okres czasu powinny opanować warsztat pisarski przynajmniej na tyle,
by utwory były jasne, spójne, forma zaś adekwatna do treści. A patrz, co
się dzieje. Wielki człowiek, erudyta, podróżnik, osoba, której nieobca
jest zaduma filozoficzna i nie potrafi tej swojej wiedzy, tego ogromu
doświadczenia przekazać. Większość wierszy jest przede wszystkim
przegadana, skrócenie ich przynajmniej o połowę dałoby o wiele lepszy
efekt.
Siwmir
– Może to jest tak, że im większy ładunek emocjonalny, tym trudniej
opanować go chłodnym okiem pióra? Bo przecież, żeby podzielić się z kimś
jakąś myślą, należy ja ubrać w odpowiednie słowa, dobrać te słowa do
poziomu odbiorcy, nie wdawać się w zbyt długie dygresje, gdyż wtedy sens
wypowiedzi ucieka...
Jan Siwmir
– Oczywiście, że tak jest. Jeśli jednak już ktoś chce się tą swoją myślą
podzielić, niech ma świadomość, że nie może bełkotać.
Siwmir
– Kiedy akurat bełkot od dłuższego czasu jest modny. Silnie promowane są
wiersze, które ignorują wszelkie znaki przestankowe, interpunkcję...
Jan Siwmir
– Nierzadko i ortografię...
Siwmir
– Nie mają przewodniej myśli, są wyłącznie zapisem stanu nieświadomości
autora, do czego autor albo dorabia jakąś filozofię (zazwyczaj z pomocą
zaprzyjaźnionych krytyków), albo sam się beztrosko przyznaje, że nie wie,
o co mu w wierszu chodziło, bo pisał dawno temu.
Jan Siwmir
– Aż tak źle w tym przypadku nie jest, ale w wielu utworach, mam wrażenie,
że autor zbyt głęboko wniknął w siebie, zbyt dużo tam znalazł i wszystkim
od razu chciał się z ludźmi podzielić. A to się tak nie da. Literaturę
trzeba selekcjonować, czasem ostro. Opowiedziana historia nie musi być
prawdziwa, ona musi być wiarygodna i klarowna. Poza tym, jeżeli już wydaje
się któryś z kolei tomik, nie można wrzucać do niego wszystkiego, co się
ma na stanie. To przywilej wyłącznie debiutantów.
Siwmir
– W każdym zbiorze znajdziemy wiersze lepsze i trochę gorsze.
Niejednokrotnie te tzw. gorsze są bardziej cenione przez niektórych
czytelników niż inne.
Jan Siwmir
– Tak, ale i te gorsze muszą prezentować jakiś, choćby minimalny, poziom.
No i nie można ożenić pod jednym dachem wierszy typowo felietonowych,
rubasznych, satyrycznych z wierszami filozoficznymi nawiązującymi do
hellenistycznych wzorów czy idei. Niewielu jest zwolenników jedzenia
smalcu z dżemem. A już kompletnym nieporozumieniem jest wiersz „Krzyk
życia”. Infantylny, żenująco dosłowny, bez pomysłu, bez smaku. Czy
równie nieudany „Wnukom i wnuczętom”, rażący nachalnym dydaktyzmem.
Siwmir
– Ty, po prostu, nie rozumiesz uczuć
umownie nazywanych macierzyńskimi, które przesłaniają jakiekolwiek
kryteria obowiązujące w literaturze, i które według większości ludzi
usprawiedliwiają wszystko.
Jan Siwmir
– One nie przesłaniają i nie usprawiedliwiają, one wylewają się i ulewają
jak niestrawiona kaszka z zachłannego dzioba każdego, czy to zwierzęcego,
czy to ludzkiego, oseska. Co tylko potwierdza, to co powiedziałeś na
początku. Im silniejsze uczucie, tym trudniej opisać. Dlatego nie każdy
może się za opisywanie zabierać.
Siwmir
– Gdyby jednak wiersze Zumisa
odpowiednio posegregować?
Jan Siwmir
– Wtedy, po dołożeniu jeszcze kilkunastu, powstałyby trzy tomiki. I
znalazłyby rację bytu trzy motta, widniejące na początku książki. O dwa za
dużo jak na jeden tomik.
Siwmir
– Ja zrobiłbym trzy części, wyraźnie
oddzielone od siebie, kilka utworów bym wyrzucił i myślę, że wtedy dałoby
się ten zbiór obronić.
Jan Siwmir
– Obronić może tak, ale nie wybronić całkowicie. Nadal pozostaje kwestia
wycięcia niektórych fragmentów i konieczność wyraźniejszych point. Tok
narracji wiersza (zwłaszcza filozoficznego) musi do czegoś prowadzić,
nawet jeśli byłby to skraj przepaści. Nie można tylko ot tak sobie
podywagować. A żeby mądrzej brzmiało, pookraszać wtrętami z obcego języka.
Odchwaścić z łaciny trzeba te wiersze obowiązkowo. Niekoniecznie dlatego,
że niewielu ją rozumie, ona najzwyczajniej w świecie nie jest potrzebna w
tych wierszach w takiej ilości.
Siwmir
– Surowy dziś jesteś jak rzadko. Odetchnij głęboko i spójrz na wiersze
takie jak Subiektywny ogląd, Nasyceni, Andrea Bocelli, Carte blanche.
To bardzo dobre wiersze.
Jan Siwmir
– W tym przypadku muszę być surowy. Nie chcę, żeby Jan Zumis był jednym z
przeciętnych poetów niezauważalnych w tłumie. Jak sam zaznaczyłeś, są w
tym zbiorku wiersze dobre i bardzo dobre. Są (nieliczne) ładne
sformułowania, jak na przykład to z wiersza „Coś z Kawafisa”:
A gdy dzień
się przetoczy
kłębem emocji
(własnych i
cudzych)...
Urzekły mnie te
„cudze emocje”. Zazwyczaj skupiamy się na własnych, a przecież uczucia
innych też przechodzą przez nas jak nawałnica. I nie pozostają bez śladu.
Poeta musi
szukać innego spojrzenia na świat. Jeśli widzi to samo i tak samo jak inni
ludzie, trudno mi będzie nazwać go poetą.
Siwmir
– Oprócz innego spojrzenia, musi też umieć tak zestawiać słowa, by nie
brzmiały jak dysonans, ale układały się jak puzzle, które idealnie pasując
do siebie, tworzą oryginalny obraz. Moim zdaniem Jan Zumis ma duży talent,
potencjał i możliwości, przydałoby mu się natomiast trochę roztropności w
selekcjonowaniu własnych utworów oraz znalezienie takiego przyjaciela,
który dla jego dobra, ostro i krytycznie , a przede wszystkim chłodno
recenzowałby każdy wiersz. Bogiem a prawdą każdemu z nas przydałby się
taki przyjaciel.
Jan Siwmir
– Dixi.
Jan Zumis
„Światłocienie”
Wyd. Adam
Marszałek
Wydanie I
Toruń 2009
str. 88
okładka
miękka
ISBN
978-83-7611-279-4
wstęp Jan
Zdzisław Brudnicki