W Turcji można znaleźć niemało
przyjemności. Jedną z nich są słodycze. I nie mam tu na myśli sprowadzanej
do nas chałwy. Owszem, jest smaczna, ale gdzie jej do Pismaniye albo
sułtańskiego lokum.
***
Hamam, czyli turecka łaźnia -
działa jak najlepsze SPA. Na początek maseczka na twarz i pobyt w saunie,
potem masaż pianą, kąpiel w basenie i nacieranie olejkami. Raj dla
ekshibicjonistów, bo łaźnie są koedukacyjne. Mężczyźni mają fory, personel
hamamu bardziej o nich dba. Są dokładniej masowani i prowadzani za rękę na
każdy zabieg. Zdjęć niestety stamtąd nie mam, ponieważ nie wzięłam ze sobą
aparatu. Ale, jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze.
***
Drzewko życzeń - na specjalnie
przystosowanym do tego drzewie wieszamy na wstążce swoje spisane życzenia.
Za jakiś czas przekonam się pewnie czy to działa :)
***
Wyroby garncarskie - można
obejrzeć fachowca przy pracy, albo samemu spróbować coś ukręcić. Jednak to
trudna sprawa, wystarczy jeden nieostrożny ruch ręką i z naczynia zostaje
tylko mokry placek.
***
Pokaz mody - zorganizowane grupy
mają możliwość obejrzenia niemal profesjonalnego pokazu mody prezentowanego
przez niejedno centrum skórzane. Nie powiem, przyjemnie było popatrzeć. Na
zdjęciu widać próbę wody: na kurtkę skórzaną została wylana woda i
patrzyliśmy czy wsiąknie. Nie wsiąkła.
***
Obsługa hotelowa - pokoje
codziennie są sprzątane, codziennie też zmieniane są ręczniki, piżamy zaś
układane w miłe dla oka kompozycje z dodatkiem kwiatów.
***
Język polski - jest znany w
każdym większym mieście. Co drugi sprzedawca przyznawał się do handlowania
na stadionie. A jedna z kobiet tak zachwalała towar: "Niedrogo, kupcie dla
siebie, dla siostry, dla teściowej!" Wstyd było się oprzeć.
***
Uczciwość - Nikt jakoś nie
usiłował nas oszukać. Co więcej, kiedy poszedłem po raz drugi do tej samej
toalety i chciałem zapłacić kolejne 75 kuruszy, nie przyjęto ich. W Polsce
nie do pomyślenia.
Poza tym wymieniono mi wadliwą kartę do
aparatu fotograficznego. I to bez paragonu!
Na zdjęciu - transakcja czapkowa.
***
Serdeczność
- gdy poprosiłem jednego Turka o pozowanie do zdjęcia, siedząca obok grupa
osób ujęła się za nim, sugerując, żebym zapłacił mu chociaż jedną lirę.
Kiedy powiedziałem, że zdjęcie będzie opublikowane i że jest to przecież
dla niego reklama knajpy, sami także zażyczyli sobie fotografii...
***
Tubylcy - raz udało mi się
dłużej porozmawiać z kobietą, jej dzieckiem i chciałoby się powiedzieć ich
osiołkiem, ale prawda jest taka, że osioł został tylko pogłaskany. Kobieta
powiedziała mi, że swoją córkę uczy sama, bo szkoły są drogie. Turcja
boryka się z około 20-to procentowym analfabetyzmem. Jest to jeden z
większych problemów tego kraju.
***
Zdjęcia - w Turcji można robić
fotografie niemal wszędzie, nawet w starożytnych latrynach.
***
Współczesne toalety -mają
normalną spłuczkę u góry, a plastikowy pojemnik z wodą służy do podmywania
(koniecznie lewą ręką). Trzeba przyznać, że pozycja w takiej toalecie jest
bardziej zgodna z fizjologią człowieka, ale spodnie radzę podwijać
wchodząc do tego przybytku.
***
Piesi - nie przestrzegają
żadnych reguł, nie korzystają z kładek nad ulicami, natomiast desperacko
usiłują się przedostać na drugą stronę ulicy tuż przed samym nosem
samochodu. Wypadków jest tyle samo co w Polsce.
***
Turystyczne cwaniactwo - jedno
drzewo, jeden cień i pełna integracja w jego granicach.
***
Historia -
elementy spuścizny antycznej można znaleźć nawet we współczesnych
hotelach.
***
Kapadocja - miniatury
stożków są wszędzie, od stoisk na bazarach po trawniki na stacjach
benzynowych.
***
Zauroczył mnie sufit w muzeum
Cywilizacji Anatolijskich w Ankarze.